Każda historia gdzieś się zaczyna. Moja zaczęła się zupełnie zwyczajnie – szkoła, pierwsze zajęcia, nowi nauczyciele, podręczniki, zeszyty i zadania do zrobienia. Jednak jak to z historiami bywa, zwyczajność nigdy nie trwa zbyt długo…
Dziewczynka, która nie znosiła szkoły
Dawno temu, za górami, za lasami, mieszkała mała dziewczynka o imieniu Ania. Bardzo nie lubiła chodzić do szkoły, bo szkoła kojarzyła jej się z wielogodzinnym siedzeniem w ławce i bardzo nudnymi zajęciami. Wolała spędzać czas w domu, tańcząc, śpiewając i malując albo na zewnątrz, w ogrodzie i w parku, chodząc po trzepakach i po drzewach. Najgorszym przedmiotem w szkole był dla Ani język niemiecki, którego nie cierpiała. Języka angielskiego też nie lubiła, choć zaczęła się go uczyć dużo później. Tylko język polski i plastyka wydawały się w porządku. Duża część rodziny Ani to byli nauczyciele i nie rozumieli, dlaczego nie lubiła chodzić do szkoły.
Wszystko zmienił jeden nauczyciel
Jeszcze w liceum mama małej Ani zapisała ją na lekcje języka angielskiego do pana Pawła. I szybko okazało się, że język polski i plastyka nie były jedynymi przedmiotami, które lubiła. Angielski, który wydawał się początkowo straszny, okazał się genialną przygodą. Wtedy przez głowę małej Ani przeszła pewna myśl, że to w sumie fajna praca — uczyć angielskiego i pomagać innym. Ale nie! Uczenie! To nie może być! Przecież bycie nauczycielem nie może być dla niej! I tak mała Ania postanowiła, że choć nie wie, kim chce zostać, na pewno nie zostanie nauczycielką.
Życie miało zupełnie inny plan
Ta historia mogłaby się tak właśnie zakończyć. Z wielkiej niechęci do szkoły i zawodu nauczyciela zostałabym lekarzem albo prawnikiem. Moje życie miało jednak dla mnie zupełnie inny plan.
Choć pochodzę z Tarnowa, Kraków wybrałam jako swoje miasto do studiowania. Nie studiowałam ani edukacji, ani filologii, bo jeszcze wtedy nie wiedziałam, że byłby to dobry pomysł. Przecież tak bardzo nie chciałam być nauczycielką, a języki nie wydawały mi się wtedy ważne.
To, co mnie jednak fascynowało, to obce kultury i podróżowanie. Wtedy jednak nie było na to ani czasu, ani pieniędzy. Jedyną szansą na to, żeby trochę zakosztować kulturalnej inności, był kontakt z obcokrajowcami. A ja przecież mieszkałam w Krakowie i bardzo, bardzo chciałam dowiedzieć się więcej o innych kulturach.
Zaczęłam chodzić na spotkania językowe, które odbywały się w Cafe Kładka na krakowskim Kazimierzu w każdy piątek. Chodziłam tam kilka lat, rozmawiając moim jeszcze wtedy dosyć łamanym angielskim z obcokrajowcami. Był to czas, w którym zachłysnęłam się językiem angielskim, ale też hiszpańskim oraz innymi językami.
Wielka Brytania – najlepsza lekcja angielskiego
Po studiach postanowiłam wyjechać do Wielkiej Brytanii. Znalazłam tam pracę i miałam wielkie szczęście pracować głównie z Brytyjczykami. Angielski znałam już dosyć dobrze, ale jak się szybko okazało, życie w Wielkiej Brytanii to była najprawdziwsza lekcja języka angielskiego, jaką mogłam dostać. Pamiętam, że na początku byłam trochę zaszokowana, kiedy słyszałam „Y’alright, love?” na powitanie. Mieszkałam w Bristolu, który dodatkowo był dosyć specyficzny – bardzo kolorowy, szalony i otwarty na nowe kultury.
Mieszkając w Bristolu, kontynuowałam swoją pasję do języków. Uczyłam się angielskiego po to, żeby brzmieć bardziej jak miejscowi i zmieszać się z tłumem. Uczyłam się też hiszpańskiego, ponieważ bardzo go lubiłam. I to właśnie z powodu języka hiszpańskiego, pomimo wygodnego życia w Wielkiej Brytanii, postanowiłam przeprowadzić się do Madrytu. Uznałam, że skoro udało mi się nauczyć tak dobrze języka angielskiego, będąc w Bristolu, to najlepszym sposobem na opanowanie hiszpańskiego będzie wyjazd do Hiszpanii.
Tylko jak wyjechać do Hiszpanii, kiedy nie ma się do końca konkretnej pracy? Odpowiedź przyszła bardzo szybko: przecież mogę uczyć dzieci języka angielskiego!
Hiszpania, która zmieniła wszystko
I tak, od planu do realizacji, udało mi się wyjechać do Madrytu i przeżyć kolejną przygodę swojego życia. Praca nie była jakaś superpłatna ani stabilna, ale była. Miałam też dach nad głową, więc czego można było chcieć więcej?
Madryt mnie absolutnie pochłonął! Piękne miasto, wspaniali ludzie, dobra pogoda, pyszne jedzenie. Ten czas spędzony w Madrycie wspominam jako prawdopodobnie najlepszy w moim życiu. Ale był to też czas, w którym praca, której zawsze tak bardzo unikałam, stała się czymś, co polubiłam. Z czasem okazało się, że jestem w tym naprawdę dobra.
Szybko zaczęłam rozwijać swoje umiejętności. Przeniosłam się do Barcelony. Uczyłam dzieci, młodzież, dorosłych – ludzi na różnych poziomach zaawansowania i z różnych krajów. Po drodze zdobyłam dwa bardzo ważne dla mnie certyfikaty. Pierwszy to certyfikat CAE (Cambridge Certificate), a drugi, dający mi oficjalnie uprawnienia do nauczania języka, to TEFL (Teaching English as a Foreign Language Certificate).
Wszystko brzmi bardzo kolorowo, prawda? Niestety, w samym środku tej hiszpańskiej idylli przyszła pandemia. Duże hiszpańskie miasta w tamtym okresie nie były najlepszymi miejscami do życia. Przez wiele miesięcy żyliśmy w totalnej izolacji – zamknięci w domach, bez pozwolenia na przemieszczanie się zbyt daleko od miejsca zamieszkania. Nie miałam więc większego wyjścia – podjęłam trudną decyzję o powrocie do Polski.
Odkryłam, że naprawdę lubię uczyć
Musiałam zacząć swoje życie trochę od nowa, ale na szczęście los uśmiechnął się do mnie i przysłał mi coś naprawdę dobrego. Trafiłam do wspaniałej szkoły językowej na warszawskich Bielanach. Trudno mi wyrazić, jak bardzo jestem wdzięczna i jak dużo ciepłych wspomnień mam z tamtego miejsca. Znalazłam tam nie tylko pracę, ale przede wszystkim niesamowitych ludzi, fantastyczną atmosferę i przestrzeń, w której mogłam w pełni realizować swoje pomysły. To miejsce dało mi ogromne poczucie bezpieczeństwa i sprawiło, że wzmocniłam swoją wiarę w siebie. Po kilku latach pracy przyszedł jednak taki moment, kiedy postanowiłam, że spróbuję swoich sił na własny rachunek, i tak założyłam swoją działalność.
Od tych pierwszych momentów, kiedy zaczęłam uczyć, minęło już prawie 10 lat i wydaje się to być bardzo długą drogą. Ale niektóre rzeczy pamiętam tak, jakby wydarzyły się wczoraj. Przeszłam drogę od wielkiej niechęci do nauki i języków do absolutnej pasji do tego, co robię. Nie zamieniłabym tego na nic innego.
Nigdy nie mów nigdy
A jak to wyglądało u Was? Czy praca, którą dzisiaj wykonujecie, to Wasz plan od dziecka, czy – tak jak u mnie – całkowity przypadek, który okazał się najlepszą życiową drogą? Dajcie znać w komentarzach, chętnie poznam Wasze historie!
AF
